Gwałtowny przeskok charakteru i nastroju przynosi Etiuda siódma, cis-moll. W istocie jest to nokturn grany lento, w skupieniu powstrzymującym wybuch emocji. Hugo Leichtentritt nazywa Etiudę cis-moll „sceną dramatyczną, jednym z najpiękniejszych utworów całej literatury fortepianowej”. Z wypowiedzi o utworze zestawić można obszerną antologię. Dla Raoula Koczalskiego jest to „pieśń o szczęściu zgubionym bezpowrotnie”, dla Artura Hedleya „zdumiewająca poetyczna medytacja”. Głos pierwszy należał do Stephana Hellera, który, recenzując Etiudy op. 25 zatrzymał się nad Etiudą cis-moll z jakże romantycznym westchnieniem: „Ach, jak ja lubię te posępne tajemnicze marzenia. Chopin jest bogiem, który je stwarza”. Wiadomo, iż Heller sam lubił grywać tę właśnie etiudę.Gest otwarcia należy do lewej ręki, do recytatywu, który porównywano z recytatywem z pierwszych taktów Ballady g-moll. Lecz tam melodia budzi się z zamyślenia, by opowiadać, a tu, by się skarżyć. A potem już tylko nieustający dialog trwający do końca, przycichający i wybuchający na nowo, dający świadectwo kontrapunktycznego mistrzostwa kompozytora. Głos główny, ten „skarżący się”, należy w tym przejmującym dialogu do ręki lewej. Prawa zaś „współczuje” i dopowiada.Autor: Mieczysław Tomaszewski Cykl audycji „Fryderyka Chopina Dzieła Wszystkie”Polskie Radio, Program II